" Schronienie" czyli co? "Rafa Armagedonu" po raz pierwszy. Ciekawy sposób ocalenia resztek ludzkości przed zagładą. Ale w świecie wyobraźni wszystko jest możliwe. A więc David Weber i jego postrzeganie naszej egzystencji. Czyżby postęp technologiczny prowadził do zguby? A może ktoś lub coś, zrobił to celowo? Powstaje więc - Projekt Arka. Aby ratować "ocaleńców" z wojny światów wysyła się ich na planetę zwaną Schronieniem, ograniczając jednocześnie ich zdobycze technologiczne do minimum. To celowe cofnięcie ludzkości do okresu, załóżmy, Średniowiecza następuje w wyniku ataków, najazdów i wyniszczenia Ziemian przez obcą cywilizację zwaną umownie Gbaba. Celem - Projektu Arka - Federacji Terrańskiej jest aby cywilizacja Gbaba nie odnalazła kolonistów, nie tyle na samej planecie Schronienie, co w całym wszechświecie. Dlatego też pozbawiono ich wszelkich zaawansowanych technologii, aby nie byli w stanie wysyłać jakichkolwiek sygnałów w ko...
Popularne posty z tego bloga
"Wiedźmin" kontra "Wiedźmin" Jeżeli chodzi o literaturę to " Wiedźmin " jest tylko jeden. Tym razem pokuszę się o wyrażenie swojego zdania na temat filmów. Wiedźmin - polski serial i Wiedźmi n - amerykański serial. Hmm....Zdecydowanie podobał mi się...polski serial. Dlaczego?... Może najpierw odniosę się do serialu Netflixa. Podstawa - osoby nie znające powieści, nic kompletnie z tego serialu nie zrozumieją. Wkradł się do niego jakiś paskudny misz masz. Wątki ze sobą właściwie bez powiązań. W jednym odcinku Ciri biegnie przez las, a w kolejnym nagle okazuje się, że jeszcze nie przyszła na świat, a jeszcze w kolejnym Królowa Calanthe każe małej Ciri odnajdywać Geralta z Rivii. Ni stąd ni zowąd pojawia się jakiś Czarny Rycerz, Yennefer ucieka przed nim z jakąś kobietą z dzieckiem na rękach. Kompletny bajzel. Nie wiem czy coś takiego może się podobać (mnie się nie podobało). Oglądając ten serial miałam wrażenie, że Amerykanie z Geralta chcą stworzyć t...
Joanna Bator "Purezento" Nagła śmierć chłopaka roztrzaskała jej życie, zostały tylko grzechoczące skorupy i głęboka rana. Nawet nie zdziwiła jej utrata pracy w szkole językowej, zamiast tego zaczęła uczyć obcokrajowców polskiego i tak poznała Japonkę, Panią Myōko. Pewnego dnia Pani Myōko zwraca się do niej z nietypową prośbą – a ta prośba to jednocześnie podarunek, po japońsku purezento. Bohaterka udaje się do Japonii, gdzie poznaje kintsugi, pradawną sztukę naprawiania ceramiki poprzez łączenie rozbitych elementów złotem. Może także skorupy pozostałe po rozbitym życiu da się jeszcze jakoś poskładać. „Purezento” to powrót Joanny Bator do jej fascynacji Japonią, która wyziera z każdej strony powieści: kolory, dźwięki, smaki i faktury, japońskie tradycje, japońskie baśnie, japoński sposób myślenia - a może nawet japońska miłość? Już sam styl krótkich, dosadnych zdań wydaje się nawiązywać do haiku. Książka jest przy tym idealnie zrównoważona, tak, że chociaż tchnie „japońsk...





Komentarze
Prześlij komentarz